• Wpisów:19
  • Średnio co: 80 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 12:37
  • Licznik odwiedzin:1 963 / 1604 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Czymże jest prawda
W świecie zguby i kłamstwa?
Stać na nią niewielu
Mój drogi przyjacielu.
 

 
Niepewność dusi
Rani, kusi
Pewność zadusi
Niszczyc musi
Zdrowy rozsądek
Życia wątek
Spokojny kątek
Już piekła początek.
Brak stabilności
Zakrywa czułości.
Pobudza do działania
Prawdy szukania.
 

 
Człowiek ewoluował
Kształt świata namalował.
Mocne ogniwa zostaną
Słabe istnieć przestaną.
Mimo, że wszyscy zginiemy
Niektórzy pozostaną wspomnieni .
Ci lepsi, silniejsi geny przekażą
Młodym, silnym pokażą
Najlepsze cechy, tajemnice.
Tak jest, było i będzie
Przez wszystkie wieki wszędzie.
 

 
Krwawa zbrodnia
Nowa wojna.
Koniec istnienia
Ludzkiego mienia.
Rodziny rozpacz
Słychać płacz.
Śledztwo wrze
Ślady krwi na krze.
Środek zimy
Na rozgrzanie wypijmy.
Winnego odnaleziono
Zarzuty wymieniono.
Oskarżeń moc
Zapada noc.
Kłamstwa i inne bzdury
Tłoczą się aż po chmury.
Sprawiedliwość zastanie
Lecz czy długo zostanie?
Ktoś poczuje się pokrzywdzony
Inny znudzony.
Nie ma wyjścia idealnego
Kwestia uczucia moralnego.
Winnego oskarżono
Karę wyważono.
Przeszłość w tyle zostawiono
Na przyszłość się nastawiono .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Niepewność dobija
Często z prawdą się mija
Męczy i dusi
Złe myśli kusi
A te chętne
I już myśli mętne
Ciężko coś ocenić
Niechcący można coś zmienić.
 

 
Nie żałować niczego
Zrobić coś wielkiego
Szanse masz tylko jedną
Przy niej wszyscy bledną .
 

 
Być odważnym
Zarazem każdym
Chciałbyś, prawda?
Marzy o tym głowa każda
To nie jest tylko moda
Tak samo jak płynna jest woda.
 

 
Dawno bym sobie odpuściła
Gdyby nadzieja mnie opuściła.
Ona zostaje najdłużej
Tam w środku człowieka
Przy tej osobie małej czy dużej
Nie zamkniesz na niej wieka
Nie zapomnisz
Słowa me wspomnisz.
Ona daje siłę do działania
Nie zignorujesz jej wołania.
Nie myślałabym, powiedziałabym dość
Lecz ona trzyma każdą kość.
 

 
Brak wpływu na świat
Więdnę jak kwiat.
Rozrywam się na cząstki
Rozważmy inne wątki.
Psychika mi siada
To nie jedna wada.
Nie jestem doskonała
Choć chciałabym być wspaniała.
Inni wciąż denerwują
Zapewne coś knują.
Czuję jak się gotuję
Lecz nie wymiotuję.
Ból przeszywa me ciało
Rozpłaczmy się, śmiało !
Zajrzyjmy do książki
Znalazłam tam wstążki.
A na nich pełno plam
Ocieka je szlam .
Krew jeszcze świeża
Nie należy do zwierza.
Czuć słone łzy
Tak nie pachną bzy.
Czuć odór potu
Przeszkadza to kotu.
Umieram powoli
Dajcie mi soli.
Będzie bolało
Sypcie śmiało!
Po ranach w sercu, ciele, duszy
Dołóżcie katuszy.
Piękno agonii
Wciąż goni.
Do śmierci bliżej
Chcę być już wyżej.

 

 
Tak często czuję się bezsilna
Chodź chciałabym być silna.
Uczucia czynią ze mnie mięczaka
Już taka rola ssaka.
 

 
Uczucie Twej obecności
Znajomość Twej osobowości
Uśmiech przy Twej wiadomości.

Sprawiasz, że jestem szczęśliwa
Ta sprawa nie jest wątpliwa.

(z myślą o nim <3 )
 

 
Chcesz stworzyć coś wielkiego
Potrzebna jestem Ci do tego.
Bez znaczenia co stworzymy
Ważne, że razem to wymyślimy.
Wiele tematów jest do piania
Lecz tylko kilka do pokochania.

(Z myślą o nim <3 )
 

 
Tak bardzo chciałabym Cię zobaczyć
Tak bardzo lubię przy Tobie majaczyć .
Tak bardzo chciałabym czuć ciepło Twych dłoni.

Tak bardzo pragnę Twej obecności,
Czuję to w kości.

Wystarcza mi Twój uśmiech,
Cudowny wzrok,
Niech zapadnie zmrok.
Do kolejnego dnia pozostanie krok .

( Z myślą o nim <3 )
 

 
Poznaj samego siebie
A ja poznam Ciebie

Zaakceptuj otaczający świat
A nie tylko piękny będzie kwiat

Zrozum otaczającą przyrodę
A lepsze decyzje podejmiesz w nagrodę.
 

 
Nastają takie dni
Gdy nie cieszy mnie nic
Leżę w łóżku z bólem głowy
Nie słucham cudzej mowy
Nie mam ochoty na nowe łowy.

Próbuję coś wymodzić
Nic nie chce się urodzić
Ból przeszywa moje skronie
Przeszkadza to nawet wronie.

Powoli mam dość
Wyrzucam ostatnią kość
To mnie przytłacza
Brakuje tylko trębacza.

Biorę tabletkę po tabletce
Nie mogę się wyzwolić
Umieram po woli
Skutecznie w niedoli.
 

 
I są takie dni
w których nie mam ochoty na nic
I są takie dni
w których nie chce mi się żyć
I są takie dni
w których nie widzę sensu aby tu tkwić
I są takie dni
w których jedynym rozwiązaniem wydaje się
śmierć .
 

 
Oni taplają się w krwi
Wyrywają nawet brwi
Czy pozostaną jacyś żywi ?
Drabina stoi ku drzwi
A na niej pełno krwi
Życie z nas drwi.

Nikt nic nie słyszy
Pełzają wszy
Nikt nic nie widzi
Umierają młodzi
Nikt nic nie wie
On włosy jej rwie.

Upadli się cieszą
Szykują swe kły
Pozory na drzewo powieszą
Słychać odprawiane modły
Ludzie dalej grzeszą
Głupoty swej dowiodły.
 

 

2

Po przybyciu do domu , od razu oznajmiłam rodzicom co się stało, wezwali policję , wsiedliśmy do samochodu i popędziliśmy do niego.
Widok był straszny. Wszystkie nasze rzeczy leżały porozrzucane po ziemi, on w środku tego nieładu, miał rozbitą głowę , twarz zakrwawioną , ręce powyginane we wszystkie strony.
Podbiegłam do niego, uklękłam i zaczęłam płakać. Wezwaliśmy karetkę ,już po chwili się zjawiła .
Ja zaraz oszaleje! siedzę w szpitalu pod drzwiami sali w której jest Tomek. Tak bardzo się boję, głupia, mogłam go samego nie zostawiać.
-Przykro mi
-Co?!-wstaję gwałtownie i patrzę wybałuszonymi oczami na lekarza- Jak to przykro panu?!
-Robiliśmy wszystko co w naszej mocy.
-Co pan do mnie w ogóle mówi? Jak to robiliśmy? Czy pan chce powiedzieć, że...- wybuchłam płaczem.
-Naprawdę mi przykro, proszę uwierzyć, cały zespół starał się jak mógł, niestety obrażenia głowy były bardzo poważne, dodatkowo większość kości została połamana.
Już nic się nie odezwałam wylewając potok łez prosto w koszulę taty. Lekarz rozmawiał z rodzicami Tomka, nie słuchałam.
Obok mnie usiadła jego mama,wybuchła płaczem, gdy w końcu dotarło do niej co się stało. Ona go kochała, ja też. Życie jest cholernie niesprawiedliwe, przecież on był wcieleniem anioła, tacy ludzie powinni pozostawać na ziemi.
Całą drogę do domu,i całą noc płakałam, dopiero nad ranem zasnęłam. Mam kochanych rodziców, nie kazali mi iść do szkoły, dodatkowo zaopatrzyli mnie w tonę chusteczek. Mama co chwilę przychodziła i sprawdzała czy wszystko w porządku i mnie przytulała. Mało mówiła, bo w końcu jakie słowa opiszą śmierć ukochanej osoby? Wspierała mnie (tata też), a ja to czułam i w zupełności to wystarczało.
Po tygodniu wróciłam do szkoły. Jakoś wytrzymałam ostatnie tygodnie przed wakacjami, pogrążona w swoich myślach, Magda i Paweł zawsze byli obok i ze wszelkich sił starali się być dla mnie wsparciem. Kochani są. W snach widuję go cały czas, jak nam razem było dobrze oraz regularnie chwile jego zabójstwa. W nocy zrywam się z krzykiem a jedno z rodziców zawsze jest gdzieś obok.
 

 
1
- Uciekaj, Uciekaj ! - krzyczy
- No, ale , no- dławię się łzami
- Nie gadaj tylko uciekaj , dam sobie radę
- Nie mogę
- Już! nie marudź !
Biegnę, boję się. A jeśli mu coś zrobią? Nie, nie mogę do siebie dopuszczać takich myśli, przecież powiedział, że sobie poradzi... no ale sam, na pięciu, mój książę.
Poznałam go zaledwie dwa tygodnie temu i od razu polubiłam.
Siedzę na ławce obok ogniska, nikogo nie znam prócz Magdy, ona poszła tańczyć z Pawłem. Przysiada się do mnie, nie odzywam się, on się przysuwa, już miałam uciekać gdy nagle
- Cześć, mam na imię Tomek
Ma boski głos, piękne brązowe włosy, duże pod kolor włosów oczy i piękne różowe usta, onieśmielił mnie. Po chwili w końcu się odzywam
- yy, Hej - zarumieniam się
- Nie bój się , nie zjem Cię - uśmiecha się do mnie ukazując śnieżnobiałe zęby...
- no, takk, faktycznie- co się ze mną dzieję, nie potrafię nic sensownego powiedzieć
- Miło mi Cię poznać , piękne zapewne masz imię, może mi je zdradzisz?
- Przepraszam , Weronika - kolejna fala czerwieni zalewa moje policzki
-Jesteś z kimś ?
- Nie, sama, znaczy z przyjaciółką, ale ona poszła tańczyć z chłopakiem .
-Dobrze się składa, ja też jestem sam, chodź, zatańczymy, nie skrzywdzę Cię- kładzie rękę na sercu- obiecuję.
- Powiedźmy, że Ci wierzę
Wstaje, bierze moją rękę i zabiera na parkiet, zaczynamy tańczyć, powoli strach się ze mnie ulatnia. Jesteśmy wtuleni w siebie, kołyszemy się w rytm muzyki. Chciałabym, aby ta chwila trwała wiecznie.
-Przejdziemy się?
Przerywa tą cudowną chwilę, co mu odpowiedzieć ? a jeśli zrobi mi krzywdę, zabierze i porwie, zgwałci, zabije...
- Ok- wypalam niepewnie
Idziemy trzymając się za ręce, doszliśmy do połowy polnej drogi, nikt stąd nas nie dojrzy, oglądam się, widzę plamę ogniska, to się urządziłam. Siadamy na kamieniu.
- Wystraszona jesteś, zgadłem ?
- Wcale- próbuje wypowiedzieć te słowa wiarygodnie.
-Ściemniasz , głos Ci drży, a poza tym widzę to w Twoich oczach .
- Może trochę - wydało się.
- Nie masz czego się bać , nie gryzę.
Wybuchliśmy śmiechem. Wziął mnie za rękę, spojrzał w moje oczy, poczułam to, nie możliwe , a jednak. Chyba po raz pierwszy się zakochałam i to tak w krótkim czasie.
- Co się tu dzieje ? !
Podskoczyłam , on też.
- Magda , musisz straszyć ludzi ?!
- I kto tu kogo straszy? Wiesz ile czasu Cię szukałam?
-Przecież nic się nie stało, uspokój się
-No nic, po za tym , że wreszcie znalazłaś sobie chłopaka.
-Magda !- jestem na nią wściekła, zawsze coś durnego wypali, Tomek zachował zimną krew, pewnie nigdy już się do mnie nie odezwie.
-Spokojnie maleńka - wyciąga dłoń do Tomka - Magda jestem.
- Tomek, wybacz, że narobiliśmy Ci strachu
- Luz nic się nie stało- oczy jej się błyszczą, niech spada , ma Pawła- Dobra, zostawię was gołąbki, no chyba ze chcecie iść ze mną
-Zostaniemy- wyrzuciłam z siebie. Zamknęłam oczy, może on chciał iść .. ?
-Ok, jak chcecie, na razie
-Pa
Odwróciłam głowę w jego stronę, otwieram oczy a ten siedzi i się cieszy, głupek !
Skrzyżowałam ręce, on je chwycił, rozprostował, dotknął moje dłonie.
-Jesteś piękna, wiesz ?
- Gadasz- schowałam buzię w bluzkę, znowu jestem cała czerwona.
Przytulił mnie i szepcze mi do ucha
-Na prawdę
Resztę wieczoru spędziliśmy siedząc na tym kamieniu i się przytulając.
Kolejny tydzień chodziłam z głową w chmurach, cały czas myśląc o nim. Oczywiście cały czas sms-owalismy . Kolejna okazja do spotkania przytrafiła się w sobotę, umówiliśmy się przy tym samym kamieniu, zabrał mnie na lody a potem do siebie.
-Masz ładny dom , nie wiedziałam, że mieszkasz tak blisko.
-Nie dawno się przeprowadziliśmy
-Nie widuję Cię w szkole
-A do której chodzisz?
Zapomniałam, że to nie jest gimnazjum, jedno na całą miejscowość, no głupek ze mnie.
-DO drugiego technikum
- A no widzisz ja do pierwszego liceum,a na jaki profil chodzisz? - podaje mi sok.
-Poszłam na plastyczkę, w między czasie chodzę na zajęcia z dziennikarstwa.
- Teraz wiem gdzie się uczysz, spodziewaj się mnie po zajęciach pod szkołą, teraz już się mnie nie pozbędziesz - zaczęliśmy się śmiać- Zapomniałem, mam coś dla Ciebie- Wyciągną spod blatu wielki bukiet czerwonych róż.
- Dziękuję, zaskoczyłeś mnie.
Chwycił mnie za rękę i zaprowadził na górę
- To jest mój pokój -oznajmił
Okno wychodzi na pięknie zaprojektowany ogród, na jednej ścianie(na tej, w której są drzwi) wiszą plakaty sławnych muzyków, do drugiej zostały przybite półki, na których znajduje się mnóstwo płyt i książek. Łóżko stoi obok okna(naprzeciwko drzwi) .
-Uwierz, śliczny jest
-Dziękuję- odpowiedział speszony.
Siadamy na łóżko.
-Muszę Ci coś wyznać-patrzy mi prosto w oczy- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też- wyrzucam to z siebie i go całuje
- Myślałem, że mi uciekniesz
-Teraz tak szybko mnie się nie pozbędziesz.
Czułam się cudownie, świetnie całował, motylki w brzuchu, czego mogę chcieć więcej...
Od tamtej pory oficjalnie byliśmy parą, Magda mi zazdrościła, chociaż tego nie powiedziała, ale widać to po niej. Codziennie po lekcjach czekał na mnie pod bramą szkoły, tak jak obiecał.
Dzisiaj też zabrał mnie spod szkoły, szliśmy do mnie, kiedy pięciu idiotów stanęło nam na drodze, zaczęli mnie szarpać, Tomkowi wyrwali plecak, chcieli nas okraść. Tomek wykorzystawszy chwile,w której zajęli się nim a mnie zastawili by przejrzeć moją torbę, wyrwał się, popchał mnie (żebym się otrząsnęła i wzięła w grac)i kazał uciekać.